Przyjechałam. Mój wzrok padł na tabliczkę, na której widniał napis "Moorland". Westchnęłam cicho, łapiąc moją malutką, oblepioną w naklejki walizkę, i robiąc krok do przodu. Miałam się spotkać z jakimś Tomasem Moorland'em. Przekroczyłam próg bramy, i od razu dobiegł mnie zapach nawozu i siana. Nie zwracając na nikogo uwagi, ruszyłam do przodu, odsłaniając moją czerwoną grzywkę, która spadał mi na oczy. Po chwili ujrzałam otyłego, starszego pana, rozmawiającego z jakimś młodym chłopakiem. Znudzona podeszłam bliżej, przez co mężczyzna ujrzał mnie
-O! Czy ty czasem nie jesteś Midari Simmons ? Nazywam się Tomas Moorland -Powiedział z uśmiechem podając mi rękę. Odwzajemniłam gest z uśmiechem
-Tak...Miło mi poznać...-Odpowiedziałam. Tak naprawdę, to nie chciałam się tu nigdy znaleźć. Rodzice wysłali mnie tu, i powiedzieli, ze powinnam się trochę "usamodzielnić". Pomimo moich ponurych myśli, z twarzy nie znikał mi uśmiech.
-Niestety nie będę mógł cię oprowadzić, więc zrobi to mój syn...Prawda ? -Powiedział patrząc na młodego chłopaka, patrzącego na mnie. Popatrzyłam na niego kątem oka. Ten tylko skinął.
-Nazywam się Justin. Miło mi! -Powiedział z uśmiechem podając mi rękę. Złapałam ją lekko, i z taką samą delikatnością odwzajemniłam uśmiech. Chłopak skinął mi, abym podążyła za nim. Gdy przechadzaliśmy się małą dróżką, wszędzie jeździły konie. Byłam pewna, że tutaj, to główny środek transportu. Po kilkunastu minutowym udawaniu, że słucham, miałam spotkać się z jakąś dziewczyną. Popytałam tu i tam, i w końcu dotarłam do niskiej blondynki. Przedstawiłam się, i wyjaśniłam całą sytuację.
-Oh! Słyszałam o tobie! Jestem Jenna! Miło mi. Więc tak, teraz dobierzemy ci konia. Bo chyba umiesz jeździć...Prawda ? -Powiedziała z uśmiechem. Skinęłam. Co dziwne nie było to kłamstwo, ponieważ znałam się na tym bardzo dobrze.
-Świetnie! Chodź za mną! -Powiedziała. Podążałyśmy w stronę dużej stajni. Gdy przekroczyliśmy próg drzwi, dojrzałam kilka koni. Jenna zaczęła wszystkie dokładnie oglądać, lecz przy jednym stała najdłużej. Po chwili chwyciła kantar, oraz uwiąz, i wyprowadziła go z boksu. Był to siwy koń, z jedną, czarną łatką dookoła oka
-Proszę! Będziecie do siebie pasować! -Powiedziała z uśmiechem, ostrożnie podając mi uwiąz. Popatrzyłam w ciemne oczy konia. Był piękny. Porządnie wyczyszczony i zadbany. Pogłaskałam go pomiędzy chrapami. Poczułam, jak między nami zaczyna pojawiać się w pewnym sensie więź...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz