niedziela, 25 września 2016

Rozdział II

Witam ^^ Mam nadzieję, że chociaż trochę zaciekawiła was historia Midari...Już nie trzymam was w nie pewności, i zapraszam do czytania! ^^
*************************************************************************************************************************************************************
Wpatrywała się w ogromne oczyska konia z zadumą. Z tego jakże długiego transu, wyrwała mnie Jenna.
-Każdy mówi, że to beztalencie, więc została sama. Mam nadzieję, że odkryjesz w niej jakiś talent.  -Powiedziała, z uśmiechem na ustach. -Możesz podejść pod swój pokój. Będzie tam czekać na ciebie sprzęt. -Powiedziała, po czym zniknęła za rogiem stajni. Bez dłuższego zastanawiania, zostawiłam konia w boksie, i popędziłam do wskazanego przez Jenn'ę miejsca. tak jak mówiła, czekała tam na mnie skrzynka. Policzyłam do trzech, i podniosłam ciężar. Powoli podreptałam pod drzwi stajni. Po chwili ponownie stałam już obok mojej klaczy. Otworzyłam drewnianą skrzynię. Znajdowały się tam różne duperele jak kopystka, szczotka, średnie wiaderko. Na samym dnie znajdowało się piękne, czyste i czarne siodło, czarne ogłowie, limonkowy czaprak oraz czarne, gumowe sztyblety. Od razu zabrałam się do czyszczenia konia. Nie było to trudne, ponieważ jak już wspomniałam, klacz była bardzo czysta. Teraz przyszedł czas na siodłanie. Minęło trochę czasu, ponieważ musiałam sobie wszystko przypomnieć. Gdy klacz była już gotowa. Przebrałam buty, i powoli odbiłam się od ziemi, i usiadłam na grzbiecie konia. bardzo dobrze jeździłam, lecz ostatnio nie miałam na to czasu. Wyjechałyśmy z stajni. Skierowałam się stępem w stronę Jenny
-Jenna...Mam pytanie...Jak ona ma na imię ? -Powiedziałam zatrzymując konia przed dziewczyną
-Sama możesz jej nadać. Przecież, to teraz twój koń...-Powiedziała z uśmiechem. Popatrzyłam na nią zdziwiona. Trochę mi to zajęło, lecz w końcu wpadłam na świetny pomysł
-Nazwę ją...Bezimienna...W skrócie Bezi...-Powiedziałam z uśmiechem, klepiąc konia po szyi. Dziewczyna popatrzyła na mnie z uśmiechem
-Teraz możesz pojechać do dziewczyn, z klubu Bobcat Girls...Mam nadzieję, że miło cię tam przyjmą...-Powiedziała, jakby mówiła coś, co było nie możliwe do zrobienia. Bez słowa, pojechałam w stronę, którą wskazała dziewczyna. Była tam blondi, na jakiejś białej szkapie. Podjechałam do niej kłusem.
-Czesć...Miałam się tu z tobą spotkać...-Powiedziałam znudzona. Blondyna popatrzyła na mnie
-Ah! To ty jesteś ta nowa? Haha! Wyglądasz jak małpka...I jeszcze dali ci tą szkapę ? Powodzenia mała...No cóż...Jestem Loretta...Najlepsza Dżokejka w całym Jorvik...Ahh...Nie musisz wzdychać...-Powiedziała. Już za nią nie przepadałam. Popatrzyłam na nią z wymuszonym uśmiechem
-Miło mi...Jestem Midari...-Powiedziałam, patrząc w jej roześmiane, niebieskie oczyska.
-Okej! Teraz się wykażesz. Przejedź ten tor jak najszybciej...Powodzenia...Może ci się uda...-Powiedziała chichocząc. Szybko podjechałam na linię startu. Gdy dziewczyna krzyknęła "START" ruszyłam szybkim galopem przez tor. Była to łatwizna. Cały przejazd zajął mi jakieś kilka sekund. Gdy przekroczyłam linię maty, zatrzymałam się szybko, i popatrzyłam z uśmiechem na dziewczynę
-Pff...Też mi coś...Dobrze ci poszło, ale nie tak bardzo, by dołączyć do BOBCATS...-Powiedziała. Prychnęłam tylko, i wyjechałam przez bramkę. Postanowiłam chwilkę pozwiedzać, więc pojechałam kłusem po ścieżce....

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz